Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi lobotomik z miasteczka Łódź. Z Bikestats mam przejechane 52176.99 kilometrów w tym 4091.50 w terenie.
Więcej o mnie.

STATS
pre-Bikestats:
2000 -----> 2057 km
2001 -----> 3616 km
2002 -----> 3206 km
2003 -----> 2200 km
2004 -----> 3517 km
2005 -----> 3686 km
2006 -----> 3077 km
2007 -----> 2857 km
2008 -----> 3162 km
2009 -----> 5859 km

Bikestats:
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy lobotomik.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

W grupie

Dystans całkowity:13850.85 km (w terenie 811.00 km; 5.86%)
Czas w ruchu:603:38
Średnia prędkość:22.95 km/h
Maksymalna prędkość:62.18 km/h
Suma podjazdów:49460 m
Suma kalorii:42344 kcal
Liczba aktywności:159
Średnio na aktywność:87.11 km i 3h 47m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
117.94 km 1.00 km teren
04:31 h 26.11 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:19.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:442 m
Kalorie: kcal
Rower:Zecik

Day 4: It Is a Beautiful Country (Vilnius - Ignalina)

Wtorek, 21 czerwca 2011 · dodano: 30.06.2011 | Komentarze 0



Dane wyjazdu:
150.12 km 2.00 km teren
05:43 h 26.26 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:487 m
Kalorie: kcal
Rower:Zecik

Day 3: The Idea of Seeing You There (Druskininkai - Vlinius)

Poniedziałek, 20 czerwca 2011 · dodano: 30.06.2011 | Komentarze 0



Dane wyjazdu:
91.10 km 8.00 km teren
03:35 h 25.42 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:270 m
Kalorie: kcal
Rower:Zecik

Day 2: Czy Czesiu Panią kocha? (Żegary - Druskininkai)

Niedziela, 19 czerwca 2011 · dodano: 30.06.2011 | Komentarze 0



Dane wyjazdu:
100.13 km 7.00 km teren
03:50 h 26.12 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:19.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:421 m
Kalorie: kcal
Rower:Zecik

Day 1: Jeszcze Polska... (Okliny - Żegary)

Sobota, 18 czerwca 2011 · dodano: 30.06.2011 | Komentarze 0



Dane wyjazdu:
66.34 km 4.00 km teren
02:35 h 25.68 km/h:
Maks. pr.:45.30 km/h
Temperatura:23.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: 1251 kcal

All Together Now

Niedziela, 12 czerwca 2011 · dodano: 13.06.2011 | Komentarze 0

Ustawka z Luką w okolicy i na spotkanie z Lewym i ElStamperem na rogu Olechowskiej i Tomaszowskiej (Luka znalazł to magiczne miejsce na mapowej aplikacji swojego biznesowego Blackberry:). Trochę bezskutecznych poszukiwań jakiegoś baru w okolicach tamtejszych stawów i ekspresowym tempem na Wiśniową Górę (piwko folklorystyczne), Gałkówek (piwko turystyczne i pożegnanie z Lewym), Brzeziny, Moskwę, Plichtów i na działkę, gdzie zabawy moc. Super jazda.

Dane wyjazdu:
65.21 km 2.00 km teren
02:24 h 27.17 km/h:
Maks. pr.:44.89 km/h
Temperatura:26.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zecik

Going Downhill Fast

Czwartek, 2 czerwca 2011 · dodano: 02.06.2011 | Komentarze 0

No i się umówiłem z Dawkiem na senną trzydziestkę w upalnym słońcu, ale już w Bogini, gdzie mieliśmy się spotkać, miałem na liczniku 12, a Dawko kompletnie nie przyjął do wiadomości moich sugestii i przeciągnął mnie przez Sierżnię, Niesułków, Wolę Cyrusowa, Kołacin, Tadzin, Grzmiącą i tysiąc innych zapomnianych przez Boga, aczkolwiek urokliwych miejscowości, zanim z piwkami w rękach usiedliśmy przed kompem szukając tanich noclegów na litewską wyprawę.
Funny thing, dopiero w trzecim sklepie dostaliśmy schłodzone piwo. Znaczy: narodek polski biedny - na piwko ma, na lodówki już nie.
No i ładne tempo, choć wiatr jakoś uparcie sobie z nas żartował, przeważnie wiejąc z boku.

Dane wyjazdu:
30.14 km 10.00 km teren
01:28 h 20.55 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:19.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zecik

Gdyby kury jadłu curry

Piątek, 27 maja 2011 · dodano: 27.05.2011 | Komentarze 0

byłyby zapewne szybsze, niż ja wczoraj, ale odkrycie, że jazda wolna i dostojna również jest przyjemna, to odkrycie ważne i radosne:)
Najpierw do sklepu, potem po ElStampera w kierunku Mileszek, i we dwóch do Łagiewnik, gdzie miłe piwne spotkanie z Luką, Lewym i Józkiem. Potem posnuliśmy się jeszcze w poszukiwaniu spożywczaka i posiedzieliśmy na ławce w Łagiewnikach doi jakiejś północy, dyskutując o mniejszościach, wykluczeniach i innych duperelach.
A na koniec wesoły powrót na działkę polnymi drogami.
Oczekiwaliśmy przybycia huraganu Victor, ale Victor nas zlał.

Dane wyjazdu:
41.51 km 5.00 km teren
02:30 h 16.60 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:15.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zecik

It's All Crowded, It's All Blue

Piątek, 27 maja 2011 · dodano: 28.05.2011 | Komentarze 2

No więc od rana sam, masa czasu na słuchanie, Suck It And See przeleciałem ze cztery razy i po pierwotnym rozczarowaniu nie zostało śladu: słucham słucham słucham i zauroczenie moje wzrasta i ani chybi gdzieś zaraz jakiś punkt krytyczny zostanie osiągnięty i będę mógł posłuchać czegoś innego, np. wszyscy mówią, że Dangermouse fajną płytę nagrał, ale wokalnie tam udziela się Norah Jones, która jest zajeeeeeeeeebiście nudna, platońska idea nudy.
No ale że wczoraj był piątek ostatni w miesiącu, to umówiłem się z Lemurem na Masie, w trakcie dnia trochę padało i przez moment sądziłem, że nic dziś z manifestacyjnego rowerowania nie będzie, ale po 17 pogoda sie poprawiła i ruszyłem do Łodzi, gdzie - już na trasie - dołączyłem do Lemurka, Evesiss i ElStampera. Dużo ludzi, jakieś cztery stówy, czyli goodbye średnia, i tak jedziemy sobie, a tu zaczyna padać - z początku nieśmiało, a potem coraz mocniej. Dojechaliśmy do postoju - nie bez sensu będzie nadmienić, że Evesiss adorowana była przez bezzębnego rowerzystę, a Bartek tylko zgrzytał zębami - wzięliśmy szprychówki i zdezerterowaliśmy w kierunku Piotrkowskiej na piwo rozgrzewające. ElStamper wymyślił, coby pojechać do Szwalni, bo i rowery można wnieść, i piwo zagrzeją, i co wnętrze, to wnętrze.
W Szwalni z rowerami nie było problemów - strasznie tam zresztą wczoraj było filozoficznie; spotkaliśmy nawet największego łódzkiego specjalistę od Tischnera - Ciechan miodowy lepszy niż kiedyś, ale dziewczyny po półtorej godziny zaczęły nam usypiać, więc w drogę, przez getta, parki, lasy i pola, około 15km/h, bo Lemur nie chciał rozjeżdżać ślimaków i żab, cud, że dojechaliśmy przed świtem.

Dane wyjazdu:
53.69 km 3.00 km teren
02:40 h 20.13 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zecik

Teaming Up Again

Środa, 18 maja 2011 · dodano: 18.05.2011 | Komentarze 0

So here it is: the official, though not doctor-suggested, comeback of Dawko. W ramach rozjazdu kręcenie się po swojskich okolicach Nowosolnej w przyjemnym tempie, a potem nie tylko około rowerowe dysputy w miejscach zacnie nasłonecznionych. Jednym słowem: rewelacja, i jak to mawiał prorok indie rocka - Everything in its right place.
W międzyczasie zdążyłem jeszcze pojechać do Anity po sadzonki truskawek (na które Dawko zna jakieś magiczne ogrodnicze słowo spod Gorzowa) a potem po Lemura na Okólną.
What a day...

Dane wyjazdu:
92.73 km 2.00 km teren
04:10 h 22.26 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:13.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:268 m
Kalorie: kcal
Rower:Zecik

Karolinki 2011 day 3: Ewakuacja

Poniedziałek, 2 maja 2011 · dodano: 03.05.2011 | Komentarze 2

Jak wszyscy pamiętają, poprzedniego wieczora położyliśmy się spać, licząc, że bóstwo dało się przebłagać. Takiego chuja. Wredny skurwiel, którego niektórzy słusznie zwą Opatrznością, sprawił, iż Sir Woland okazał się bezradny w starciu z Kotem-niecnotem i zadzwonił rano załamany, że zastrzyku nijak nie idzie dać. Oznaczało to błyskawiczne pakowanie, implikujące skrócenie Karolinek z dni czterech do trzech. Wyjechałem pierwszy, nawet się nie przeżegnawszy i ledwie się pożegnawszy, ale już po trzech kilometrach złapałem gumę, ponieważ rzeczona Opatrzność położyła na asfalcie pinezkę.
W końcu skumałem, że całe to religijne pierdzenie to jedna wielka hucpa, i jak już na kogoś liczyć, to nie na boską panienkę z okienka, zajętą kładzeniem na drodze pinezek i nakręcaniem kota-niecnota, tylko na ludzi, z którymi się jeździ. Za kilkanaście minut przyjechał ElStamper z zapasem (miałem łatki, ale wobec konieczności szybkiego powrotu do Łodzi wolałem jednak nowa dętkę, dzięki Bartek), i po szybkiej zmianie dętki ruszyłem dalej, pożegnawszy się z ElStamperem. W tzw. międzyczasie minęli mnie Lemur i Józek, których doszedłem pod jakimś sklepeem kilka kilometrów dalej.
Ponieważ okazało się, że kot-niecnot najprawdopodobniej przeżyje do wieczora (ale już niekoniecznie mój brat i mój teść, których odwiedliśmy od dalszych prób nawiązywania bliższego kontaktu z bestią), zdecydowaliśmy się jechać razem tempem rekreacyjnym, a w Lublinie zjeść normalny porządny obiad, miast planowanego wcześniej fastfudowego hot-doga. Kręciło się całkiem całkiem, tereny na południe od Łęcznej (Nadwieprzański Park Krajobrazowy) nie były pozbawione swoistego powabu, ale za to wjazd ze Świdnika do Lublina okazał się być zamknięty (budowa lotniska) i musieliśmy nadłożyć nieco drogi, a że cały czas jechaliśmy pod wiatr, dojechaliśmy do Lublina nieco zmęczeni.
Za to w Lublinie znaleźliśmy kapitalną naleśnikarnię (Zadora) na Starym Mieście, obżarliśmy się i popiliśmy kawą, i ruszyliśmy na Nałęczów, najmniej przyjemnym kawałkiem drogi podczas całej wyprawy – wąski asfalt nie zawsze dobrej jakości (w ogóle drogi na Lubelszczyźnie to kolejny rozdział telenoweli „Polska infrastruktura, czyli pasmo udręki”) i kompletnie pojebani kierowcy i kierowczynie. No, ale szczęśliwie dotarliśmy do Łąk przed 16, szybko spakowaliśmy bagaże i rowery i już samochodem ruszyliśmy do Łodzi.
Pech najwyraźniej nas opuścił: udało się spędzić bardzo fajny dzień, droga do Łodzi bezproblemowa i szybka, kot-niecnot powitał nas dwugodzinnym łaszeniem się i mruczeniem, a cała wyprawa, trzy zajebiste dni, obfitowała w przygody, ładne trasy i świetną zabawę. Najwyraźniej często pech to blessing in disguise.
Dzięki wielkie wszystkim za kapitalny weekend, a pana bóstwo upraszam o odpierdolenie się.