Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi lobotomik z miasteczka Łódź. Z Bikestats mam przejechane 52176.99 kilometrów w tym 4091.50 w terenie.
Więcej o mnie.

STATS
pre-Bikestats:
2000 -----> 2057 km
2001 -----> 3616 km
2002 -----> 3206 km
2003 -----> 2200 km
2004 -----> 3517 km
2005 -----> 3686 km
2006 -----> 3077 km
2007 -----> 2857 km
2008 -----> 3162 km
2009 -----> 5859 km

Bikestats:
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy lobotomik.bikestats.pl
Dane wyjazdu:
54.48 km 6.00 km teren
02:30 h 21.79 km/h:
Maks. pr.:39.00 km/h
Temperatura:21.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: 832 kcal

Summer's end

Sobota, 25 września 2010 · dodano: 25.09.2010 | Komentarze 0

Bardzo fajnie, ze zrzędliwym Lemurem na Smardzew i Białą, a potem na Rosanów, gdzie zawezwani telefonem od Evesiss zmieniliśmy kierunek i stawiliśmy się w Arturówku. Rzeczona Evesiss i ElStamper dojechali i w ogóle było miło, no i wracało się super.

Dane wyjazdu:
80.93 km 2.00 km teren
03:29 h 23.23 km/h:
Maks. pr.:38.80 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:229 m
Kalorie: 1335 kcal

Bełdów

Piątek, 24 września 2010 · dodano: 24.09.2010 | Komentarze 6

Najpierw Xero Quest dla Alika, a potem zachodnie okolice Łodzi. Byłem tam w marcu, też w tygodniu i o podobnej porze - ruch samochodowy bardzo się zwiększył.



Dane wyjazdu:
39.42 km 4.00 km teren
01:48 h 21.90 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:18.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zecik

Lubię poniedziałki (!)

Poniedziałek, 20 września 2010 · dodano: 20.09.2010 | Komentarze 2

To znaczy tylko wtedy, gdy jest dobra pogoda i czas na rowerowanie, tak jak dzisiaj:)
Najpierw na działkę, a potem do babci podlać kwiatki, dobry wnuk.

Dane wyjazdu:
31.36 km 5.00 km teren
01:30 h 20.91 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:16.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zecik

Pucu-puc

Piątek, 17 września 2010 · dodano: 17.09.2010 | Komentarze 1

Na Kalonkę, w końcu wyczyścić rower po wyprawie. Kiedy wracałem, złapała mnie ulewa, więc rower znowu utytłany.

Dane wyjazdu:
20.68 km 0.00 km teren
01:08 h 18.25 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:15.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zecik

Trochę po Łodzi

Czwartek, 16 września 2010 · dodano: 16.09.2010 | Komentarze 0

Przejażdżka poobiednia, głównie ścieżkami. Mocno wiało.
Kategoria 000-025, Łódź, Samotnie


Dane wyjazdu:
11.88 km 0.00 km teren
00:45 h 15.84 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:16.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zecik

Dyżur

Wtorek, 14 września 2010 · dodano: 14.09.2010 | Komentarze 1

Do pracy na dyżur, a potem z Dawkiem, Bartkiem i Evesiss pod fizykę.
Brudno i brzydko jak zwykle, ale zdarzają się perełki takie jak ta (z dedykacją dla Kocuriady:) :

Z cyklu: Bałuty, jakich nie znacie © lobotomik
Kategoria Praca, Łódź, 000-025


Dane wyjazdu:
7.44 km 0.00 km teren
00:24 h 18.60 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:18.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Zaorać to gówniane miasto

Poniedziałek, 13 września 2010 · dodano: 13.09.2010 | Komentarze 1

Wczoraj wieczorem prawie zaraz po powrocie na koncert Sweet Billy Pilgrim. Koncert bardzo ok., ale frekwencja dość śmieszna. No i po drodze kilka typowych łódzkich niespodzianek: chamskie karki, agresywni pijacy, śmierdzący tramwaj itp. Przyjazne miejsce do życia.
Dzisiaj rano podlać kwiaty na Pomorskiej. Dni po wyprawie zawsze są dla mnie trudne, ale tak silnej nienawiści, jaką odczułem do tego obrzydliwego miasta nie zaznałem chyba jeszcze nigdy - dziurawe drogi, obdrapane budynki, agresywni kierowcy, chaotyczni rowerzyści, wszędzie-walające-się szkło, chamskie mordy ze zdegenerowanymi rysami, jakby rozmnażały się wsobnie od kilku stuleci. Nie ma w tym żadnych podtekstów ani utajonego sentymentu - nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę. Hope it dies soon. Nawet jakby miało mnie pochłonąć wraz z sobą.
Kategoria Samotnie, Łódź, 000-025


Dane wyjazdu:
12.02 km 0.00 km teren
00:41 h 17.59 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Zecik

Borderlands, Day 9: Powrót

Niedziela, 12 września 2010 · dodano: 12.09.2010 | Komentarze 1

Wszystko, co dobre swój koniec miewa… Wczesna pobudka z głową wcale-nie-ciężką po wczorajszym miodzie, szybkie śniadanie i w drogę na stacje PKP Ostróda (gdzie Bartek znów mógł się poczuć jak w domu, zanim jeszcze do domu dojechał).
Mgła była tak duża, że praktycznie nie było nic widać na odległość 10 metrów, ale drogę do Ostródy mieliśmy już rozpracowaną dzięki wczorajszym peregrynacjom do sklepu. Na dworcu jak to na dworcu – brudno, szaro i brzydko, tak więc prawie jak w Łodzi. Pociąg do Torunia bez miejsca do przewozu rowerów, więc cisnęły się biedne bike’i niemiłosiernie, a że pani konduktorka nie należała do najmilszych, to i my jakoś tacy nie dość że smutni, to jeszcze podkurwieni.
W Toruniu przesiadka na pociąg równie doskonale nieprzystosowany do przewozu rowerów, a potem to już tylko ciągnące się niemal w nieskończoność i nudne jak flaki z olejem równiny aż do samej Łodzi. Na Żabieńcu wysiadka i … to już koniec tej bodaj najfajniejszej wyprawy w jakiej uczestniczyłem…


Za dużo Kinga © lobotomik


W tej mgle znikniemy © lobotomik


Niektórzy zostają w Ostródzie © lobotomik


A z mgły wynurzy się wielki pociąg i... © lobotomik


[PODSUMOWANIE CAŁOŚCI:

DNI: 9;
ODLEGŁOŚĆ: 923,62;
AVG: 22,88;
RÓŻNICA WYSOKOŚCI: 247 metrów;
PRZEWYŻSZENIA: 3283 metry]



Dane wyjazdu:
129.29 km 12.00 km teren
05:50 h 22.16 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:582 m
Kalorie: kcal
Rower:Zecik

Borderlands, Day 8: Warmia

Sobota, 11 września 2010 · dodano: 12.09.2010 | Komentarze 0



Och, jaki to był wspaniały dzień! Piękna pogoda, zajebiście malownicza trasa i niezłe tempo – idealny finał wyprawy. Ale od początku:
Z Dąbrowy ruszyliśmy już o 9 rano w doskonałych humorach, jako że wieczór wczorajszy był bardzo udany, a Evesiss, jak się zdaje, poradziła sobie z nieszczęsnym Achillesem. Wjechaliśmy na chwilę do Bartoszyc tylko po to, by zaraz odbić na Pieszkowo i potem na Lidzbark Warmiński. Trasa była wspaniała, a pagórkowate i, zdawało się, bezkresne pola nabierały jeszcze jakiegoś niesamowitego wymiaru w porannej gęstej mgle. Prawie do Pieszkowa jechałem z Dawkiem, po drodze trochę pobłądziliśmy, ale nic to! – tym więcej fajnych terenów zobaczyliśmy. Przed skrętem na Lidzbark Dawko mi odszedł na podjeździe, więc nie było już sensu się spieszyć i Pieszkowie stanąłem na chwilę na fajkę. Wjazd do Lidzbarka świetny – dobry asfalt, mały ruch i praktycznie ciągle z górki. W Lidzbarku pod bramą czekał już Dawko i usiedliśmy w pierog arni, która była również pizzerią i pubem. Niebawem wszyscy się zjechali, choć Ewelina trochę pobłądziła – chcąc skrócić sobie drogę wypadła na jakieś polne ścieżynki zalane wodą po ostatnich deszczach i wyglądała, by znowu użyć ulubionej frazy mojej babci, jak nieboskie stworzenie. Uraczyliśmy się z Bartkiem pierogami (znakomitymi!) i kawą (mniej znakomitą, za to dużą) i ponieważ miałem ochotę na dzień samotnej jazdy, wyjechałem wcześniej w kierunku Łukty. Zrobiłem jeszcze małą rundkę po Lidzbarku, by zobaczyć zamek i wyjechałem na zachód, w kierunku Ornety. Dzień był coraz ładniejszy – słońce rozgoniło już mgłę i robiło się przyjemnie ciepło, a to coś, czym na tej wyprawie nie mogliśmy się cieszyć. Aż trudno uwierzyć, ale po zjeździe z trasy na Ornetę zrobiło się jeszcze ładniej – przez kilkanaście kilometrów miałem po lewej stronie dolinę Łyny, a że jechałem wzniesieniami, widoki były piękne. W Urbanowie zerknąłem na miejscową golgotę, ale nie chciało mi się zsiadać z roweru, by ją obfotografować – mam zasadę, że zsiadam tylko dla wojtyłków. A szkoda, bo, jak powiedział mi później Dawid, w Urbanowie wypatrzyli coś na kształt olbrzymiego drewnianego serca Jezusa, obłęd. Za Pietraszewem miałem skręcić na Dobre Miasto, ale że widziałem je już w zeszłym roku, odbiłem na Praslity i urokliwymi polnymi drogami dotarłem w Świątkach do drogi 530, której trzymałem się już do samej Łukty. Odcinek za Światkami był przepiękny – znowu jechałem wzgórzami, a po lewej stronie miałem dolinę Łyny. Jadąc, cały czas odczuwałem żal, że to ostatni dzień i że te widoki zostaną już tylko w second-handowej wersji pamięciowej. W Łukcie stanąłem w restauracji, w której jadłem też rok temu, gdy wybrałem się na wycieczkę podobną trasą z Olsztyna. Tym razem zamówiłem sielawę, niemając pojęcia, ze to takie malutkie rybki, bo ja wiem, jak przerośnięte szprotki. Ale były ok., więc zjadłem ze smakiem, wypiłem okropne Tyskie do obiadu (zamajaczył mi przy tym gdzieś na końcu języka smak Svyturysa, ech…). Zadzwoniłem do Dawka, ale że byli dopiero w Dobrym Mieście, ruszyłem sam do Ostródy, drogą równie malowniczą, tyle że teraz dla odmiany głównie przez las. Według mapy (w zasadzie więcej niż jednej) istnieje coś takiego, jak skrót prowadzący bezpośrednio do Rusi Małej od strony zachodniej przez las. Jeśli wszakże istnieje, to jest kompletnie nieoznaczony, bo droga wyprowadziła mnie prosto na drogę krajową nr 7 (bodaj Gdańsk – Warszawa?), którą musiałem się pomęczyć aż do Ostródy (na szczęście był pas awaryjny). Za stacją Shella skręciłem na Ruś Małą i przy niewielkiej pomocy autochtonów dojechałem na miejsce.
Kwatera była droższa od pozostałych na tej wyprawie, ale standardem nie odbiegała od nich, choć być może to, co teraz napisałem to jednak eufemizm. Właściciele byli jednak bardzo mili i towarzyscy (sami są rowerzystami), więc w sumie oceniam ją bardzo dobrze. Ponieważ byłem na miejscu już pół do piątej, a reszta ekipy dopiero pałaszowała obiad w Łukcie, wziąłem szybki prysznic i zdrzemnąłem się godzinkę w oczekiwaniu na ich przyjazd. Obudził mnie dochodzący z sieni głos Eweliny, i z Dawkiem i Bartkiem pojechaliśmy jeszcze do Ostródy na zakupy. Długo żeśmy się namyślali co kupić do picia, a że nie było porto, które tak nam zasmakowało w Bartoszycach, kupiliśmy miód pitny, ale, ponieważ jesteśmy idiotami skończonymi, tylko dwie butelki. Leżąc w łóżkach spijaliśmy ten miód dając ujście naszym sybaryckim inklinacjom, ale miód się szybko skończył i poszliśmy spać, lekko smutni, że to już koniec.


Lidzbark Warmiński © lobotomik


"No i nie wiedziałam, w lewo czy w prawo..." © lobotomik


Za Lidzbarkiem © lobotomik


"Żeby tylko zdążyć się zapakować" © lobotomik


Dane wyjazdu:
91.75 km 0.00 km teren
04:13 h 21.76 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:18.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:270 m
Kalorie: kcal
Rower:Zecik

Borderlands, Day 7: Barcja

Piątek, 10 września 2010 · dodano: 12.09.2010 | Komentarze 0



Widok z okna kwatery w Węgorzewie © lobotomik


Na drodze do Sępopola © lobotomik


Sępopol © lobotomik


Bartoszyce © lobotomik


Kwatera w Dąbrowie (w tle Chelsea) © lobotomik