Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi lobotomik z miasteczka Łódź. Z Bikestats mam przejechane 52176.99 kilometrów w tym 4091.50 w terenie.
Więcej o mnie.

STATS
pre-Bikestats:
2000 -----> 2057 km
2001 -----> 3616 km
2002 -----> 3206 km
2003 -----> 2200 km
2004 -----> 3517 km
2005 -----> 3686 km
2006 -----> 3077 km
2007 -----> 2857 km
2008 -----> 3162 km
2009 -----> 5859 km

Bikestats:
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy lobotomik.bikestats.pl
Dane wyjazdu:
136.10 km 7.00 km teren
06:07 h 22.25 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:15.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:406 m
Kalorie: kcal
Rower:Zecik

Borderlands, Day 2: Podlasie

Niedziela, 5 września 2010 · dodano: 12.09.2010 | Komentarze 0



Niedzielny poranek przywitał nas słońcem. Pobudka, mycie, śniadanie i w drogę – najgorzej miał Krzysio, który dojechał wczoraj dopiero o 21:00. Wyruszyliśmy przed 10 i o 11:00 byliśmy w Michałowie. Tempo zauważalnie siadło, przeszkadzał wiatr, a nogi nie zdążyły się porządnie zregenerować. W Michałowie czekała na nas królewska niespodzianka – po wczorajszych parodii obiadu i pastiszu kolacji, no i po porannym żarcie ze śniadaniem: w Michałowie mieli świeżutkie, cieplutkie bułeczki prosto z pieca. I t w niedzielę! Och, jak ja się nażarłem.
Z Michałowa wyjechałem sam, a raczej w mp3-owym towarzystwie Bombay Bicycle Club. Traska ładna, no i trochę mniej lasów, których po wczorajszej puszczy Białowieskiej mieliśmy jakby trochę dosyć. Po drodze do Białegostoku tylko dwie niemiłe niespodzianki – parę kilometrów kostki w Folwarkach i ruch samochodowy na drodze nr 19.
Za to Białystok był dla mnie olśnieniem – byłem tam jakieś 10 lat temu chyba, i pamiętam syf, brud i totalny brak czegokolwiek atrakcyjnego, na czym można byłoby zawiesić wzrok. Innymi słowy, taką drugą Łódź, tylko bardziej przaśną. A tutaj pięknie odnowiony Rynek, luźna atmosfera (akurat trwał festyn, na którym napiliśmy się piwa regionalnego… z Łasku) – fajne miasto z dużą ilością przestrzeni przyjaznej dla ludzi. Innymi słowy, odwrotność Łodzi.
Ale w życiu zawsze jest tak, że jak jest dobrze, to musi się spieprzyć, więc poszliśmy na obiad do pizzerii nazywającej się bodaj Savona, gdzie zostaliśmy obsłużeni w sposób, o którym należałoby pewnie napisać opowiadanie albo bajkę dydaktyczną, ale to może innym razem. W każdym razie, jeśli ktoś to czyta: TRZYMAJCIE SIĘ Z DALEKA OD NADĘTYCH KELNEREK I JEDNORĘKIEGO KUCHARZA!
No dobrze, ale była to dopiero druga wtopa obiadowa i potem miało już być tylko lepiej! Najważniejsze jest to, ze już po 1,5 godzinie spędzonej w Savonie w oczekiwaniu na posiłki (na ich obronę trzeba powiedzieć, że herbatę przynieśli już 5 minut po zamówieniu:) ruszyliśmy na Goniądz. Było już po 15, a przed nami była więcej niż połowa drogi. Do Trzcianne(j/go) jechałem z Dawkiem, a w zasięgu wzroku mieliśmy Bartka (tj. byłby w zasięgu wzroku, gdybyśmy mieli oczy z tyłu głowy:) W Krypnie już było ciężko, a w miejscowości Trzcianne, gdzie się zatrzymaliśmy – już bardzo ciężko. W twarz wiał dość silny wiatr, no i zaczęło się robić bardzo zimno. Co gorsza, nie mieliśmy żadnych zapasów, no i marne widoki na sklep w Goniądzu otwarty w niedzielę po 20, więc ruszyliśmy z Bartkiem do Goniądza, a Dawko poczekał na Evesiss (Krzysio był jeszcze w Krypnie). W Goniądzu, kolejnym pomniku niegospodarnych samorządowców, zrobiliśmy zakupy w markecie i pojechaliśmy do Dawidowizny, gdzie mieliśmy nocować w pokojach U Sołtysa u Anny i Tomasza Jędrzejczak (WWW.dawidowizna.wirtualnabiebrza.pl) . Na miejsce dotarliśmy o 18:40, mocno nieprzytomni i zmarznięci. Nocleg był naprawdę w porządku, tak że polecamy. Za chwilę dojechali Dawko z Eweliną, niedługo potem Krzysiek, i w coraz większym chłodzie oglądaliśmy żenująco słabe polskie kabarety na dwójce, albo i na jedynce, cholera wie. Prysznic, kolacja, piwko, przechwałki samochwałki (och, jacy jesteśmy nieźli, tyle kilometrów, w taki wiatr i w takie zimno, hej, chcemy ordery od prezia i w ogóle) i do łóżka.
Aha, obejrzeliśmy też rogoże pogody, według której miało padać cały następny dzień, a temperatura miała wynieść maksimum 12 stopni. No i nam przeszło samozadowolenie…


Jezioro Siemianowskie © lobotomik


Siemianówka © lobotomik


Białystok ładniejszy niż myślałem © lobotomik


A na rynku był festyn © lobotomik


Byle go Goniądza © lobotomik



Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa cyopr
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]